
Dlaczego za punkt wyjścia wybrałem właśnie czterdziesty rok życia mężczyzny? Otóż dlatego, że jest to wiek męski z różnych względów najważniejszy. W wieku 40 lat mężczyzna osiąga najwyższy „pułap" swej sprawności życiowej. Wydajność jego pracy, zwłaszcza umysłowej, jest wtedy bardzo wysoka. Fizycznie nie jest on tak sprawny jak dwudziestolatek, mimo to lepiej daje sobie od niego radę. Doskonałe zrównoważenie czynności psychofizycznych sprawia, że doświadczenie nabyte w ciągu 40 lat życia dopiero teraz zaczyna rentować.
Dojrzały umysł lepiej kieruje wszystkimi poczynaniami. Mężczyzna po czterdziestce staje się najbardziej cennym pracownikiem we wszystkich niemal dziedzinach życia społecznego. W tym właśnie wieku rozpoczyna się dla niego prawdziwy „złoty okres", który — zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawność umysłową — utrzymuje się jeszcze przez wiele lat. Ale tu właśnie zaczyna się tragedia: siły fizyczne nie nadążają w pełni za umysłowymi. Mózg pracuje jeszcze dobrze, ale w fizycznej strukturze mężczyzny zaczynają coraz bardziej uwidoczniać się niekorzystne zmiany. Po prostu zaczyna się on starzeć. W poszczególnych tkankach i narządach miejsce pełnowartościowych elementów zajmują powoli składniki mniej wartościowe. Oczywiście odbija się to niekorzystnie na czynnościach tych narządów: starość jest jeszcze niby daleka, ale zaczyna się zbliżać nieuchronnie, z każdym dniem. Oczywiście czasu nic nie jest w stanie zatrzymać. Dlaczego jednak jeden mężczyzna mając czterdzieści lat wygląda na trzydziestolatka, podczas gdy jego rówieśnik robi wrażenie człowieka starzejącego się. Otóż właśnie tu zbliżamy się nieco do zagadnienia, które jest nicią przewodnią naszych rozważań. Starzejemy się wszyscy, ale proces ten nie u wszystkich przebiega jednakowo.
Na szybkość jego rozwoju może mieć wpływ oczywiście bardzo wiele czynników, jak skłonności wrodzone, przebyte choroby, ciężkie warunki bytowe, niehigieniczny tryb życia i wiele innych. Jeśli odrzucimy z naszych rozważań czynniki niezależne od człowieka, jak skłonności wrodzone, niektóre niemożliwe do przewidzenia czy uniknięcia choroby lub wypadki, a także pewne sytuacje bytowe, na których rozwój nie mamy wpływu, to jeszcze pozostanie wiele innych ważnych czynników, których występowanie i działanie możemy skutecznie kontrolować, a tym samym hamować proces starzenia się. I właśnie celem naszej książki jest znaleźć odpowiedź na pytanie: „Co powinien robić mężczyzna po czterdziestce, w jaki sposób postępować, aby okres swego „złotego wieku" rozciągnąć możliwie jak najdłużej, żeby nawet do późnej starości zachować jak największą sprawność fizyczną i „duchową".
Od razu trzeba się zastrzec, że będzie niedobrze, jeżeli mężczyzna poczeka, aż osiągnie 40 lat i dopiero wtedy zacznie walczyć z nadchodzącą starością. Byłoby to niewybaczalnym błędem. Walkę o długie życie trzeba rozpoczynać bardzo wcześnie. Już po „dojściu do rozumu" należałoby się zastanowić nad tym, że młodość nie będzie trwać wiecznie, a jeśli chce się ją jak najbardziej przedłużyć, trzeba zawczasu uregulować swe życie i podporządkować się pewnym rygorom. O ile w młodości wiele wykroczeń przeciwko zdrowemu rozsądkowi i zasadom higieny często uchodzi człowiekowi bezkarnie, to czterdziestoletni mężczyzna musi się już mieć na baczności, bo czasem nawet niewielki błąd może poważnie zaszkodzić jego zdrowiu, a tym samym — przyspieszyć starość. Mamy nadzieję, że nasza książka pomoże w uniknięciu tych błędów. Ktoś mógłby zapytać, czy problem jest w istocie tak wielki, żeby mu aż poświęcać specjalnie blog.
No bo iluż ostatecznie mamy w kraju mężczyzn po czterdziestce? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w ostatnim „Roczniku Statystycznym", który podaje, że w Polsce na dzień 31.12.1965 roku mieliśmy na ogólną liczbę 31 551 000 ludności 15 318 8 600 obywateli płci męskiej, w tym — 3 058 200 mężczyzn od 40 do 59 lat. Jest to wprawdzie tylko 19,9% ogólnej liczby mężczyzn, ale znaczenie społeczne tej części ludności jest doprawdy duże, ponieważ z tych właśnie 3 milionów obywateli kraj ma największy pożytek. Kto nie wierzy, niech tylko pomyśli: z dzieci i młodzieży od 0 do 17 lat pociecha jest (prócz radości dla rodziców) prawie żadna — wszystko to się dopiero uczy (lub wałkoni); mężczyźni od 18 do 24 lat, to też w dużej części nieproduktywna grupa — wielu z nich odbywa służbę wojskową, wielu kształci się na wyższych uczelniach, uczy się zawodów itp.; grupa mężczyzn od 25 do 29 lat — to ludzie, którzy już pracują, ale nie nabrali jeszcze w pracy doświadczenia; efekt ich pracy jest raczej ilościowy niż jakościowy. Dopiero w wieku powyżej 30 lat można mówić o pełnowartościowej pracy, ale do największych umiejętności zawodowych dochodzi się na ogół dopiero około „czterdziestki".
Trzeba wziąć pod uwagę i to, że mężczyźni w wieku 30—39 lat, choć stanowią już grupę stosunkowo liczną — 2 274 300, czyli 14,8%, to jednak jest ich znacznie mniej niż mężczyzn po „czterdziestce", zwłaszcza że ze względów czysto technicznych nie liczyliśmy wśród tych ostatnich mężczyzn po sześćdziesiątce, a ci przecież ani myślą rezygnować z pracy i niekiedy wprost „przeskakują" znacznie od siebie młodszych. A trzeba jeszcze zdać sobie sprawę z tego, że nasza „złota grupa" będzie się stale powiększać, ponieważ dzięki postępom medycyny, a głównie dzięki skutecznemu zapobieganiu wielu chorobom (zwłaszcza zakaźnym) oraz wprowadzaniu coraz to lepiej działających leków i metod leczniczych, ludzie żyją coraz dłużej, o czym można się przekonać na podstawie danych, zapożyczonych z „Rocznika Statystycznego" 1936. Ten sam rocznik statystyczny mówi, że średnia długość życia mężczyzny w naszym kraju ustawicznie wzrasta. W latach 1931/32 wynosiła ona zaledwie 48,2 roku, w 1948 r. wzrosła do 55,6, w 1955/56 wynosiła 61,8 roku, w 1960/61—64,8 roku. Jest to już bardzo dobra średnia, chociaż daleko nam jeszcze do niektórych innych państw, gdzie ludzie, w danym wypadku mężczyźni, żyją średnio: w Holandii do 71,4 roku, w Szwecji — 71,3 roku, w Anglii 68 lat, w Norwegii 71,1, w Danii do 70,4 roku itd. Nie ulega wątpliwości, że i u nas, w miarę polepszania się warunków materialnych i kultury sanitarnej ludności, w miarę rozwoju służby zdrowia, średnia długość życia będzie nadal wzrastać.